15 stycznia 2018

Zadanie: Reiner - Lucas


Powoli zaczynały mnie męczyć te wszystkie zadania, które zdawały się dotyczyć zaledwie spotkań z inną osobą. Absolutnie ni chciało mi się w kółko je wypełniać. To było jakieś fatum. Jakiś pech mnie prześladował. Żeby wszyscy w tej szkole mieli tę samą jedną myśl – NIECH IDZIE NA RANDKĘ czy inne gówno. No ja pierdolę, ile można. Nadmiar takich spotkań też psuł człowiekowi ochotę na ogólne ich wypełnianie. Z tego powodu postanowiłem trzymać się swojej rangi bad-boya i cóż, być niegrzecznym chłopcem. Zgniotłem kartkę w kulkę, a następnie wyrzuciłem ją do śmietnika. Jakiś dzieciak, którego nawet nie znam nie będzie mi przecież rozkazywał. Komitetu jeszcze słuchać musiałem, ale jakiegoś Zdzisia czy Krysię z bóg wie której klasy już nie.
Westchnąłem ciężko i wyjąłem telefon z kieszeni. Mimo, że zaledwie kawałek podłogi dzieliło mój pokój, od pokoju Larsa, byłem zbyt leniwy, aby teraz wstawać i iść by zapukać do jego drzwi. Korzystając z dzisiejszej technologii zapytałem go za pomocą sms’a czy planuje udać się na kolację do naszej stołówki. Byłem właściwie głodny, po tym jak spędziłem karę na przerwie obiadowej, a później zwyczajnie nie chciało mi się już iść by jeść na szybko. Właściwie to co za idiota dawał kary na przerwie obiadowej? Rozumiem, że dla niektórych wyjście w połowie zajęć to obraza majestatu, ale jednak człowiek jeść musi. Szczególnie, kiedy ten człowiek znowu żyje na słabej diecie…

13 stycznia 2018

Opowiadanie świąteczne: Chanyeol

     Od samego rana nie ruszyłem się z pokoju. Byłem zbyt pochłonięty pakowaniem prezentów. Co prawda wylosowałem karteczkę z imieniem Lucasa i to jemu miałem sprawić prezent, lecz kupiłem też drobiazgi dla pozostałych przyjaciół. Miałem coś dla Mike'a, Fabiena, no i oczywiście dla Stephena. Niestety, cała trójka, nawet Mike, który miał spędzić święta w szkole, wyjechała. Został mi tylko Lucas, ale nie przeszkadzało mi to. Dam mu prezent, powygłupiamy się, może pójdziemy w jakieś fajne miejsce... Pozostałym mogę dać prezenty gdy już wrócą.
     Prezent Fabiena zostawiłem na jego łóżku. Nie miałem tak łatwego dostępu do Mike'a i Stephena, więc na nich musiałem poczekać. Teraz pozostało mi już tylko zapakowanie prezentu dla mojego pierwszego, serdecznego przyjaciela. Jego upominek sprawił największy problem... Nie raz wspominał, że kocha sernik i pochłaniał ciasto w nadzwyczajnych ilościach. Nawet nie byłbym zdziwiony, gdyby założył funclub sernika ze specjalnymi gadżetami.
Skoro tak kochał sernik, w prezencie sprawiłem mu jeden z lepszych, który podobno wszyscy chwalą. Dla żartu kupiłem też wielki, pluszowy kawałek sernika. Kiedy zobaczyłem to pierwszy raz zastanawiałem się, kto w ogóle produkuje coś takiego, chociaż z drugiej strony całkiem się ucieszyłem. Taki "pluszak" od razu skojarzył mi się z przyjacielem.

12 stycznia 2018

Od Mike'a C.D: Chanyeol

Swoim zwyczajem martwiłem się o mojego nowego znajomego. Czy na pewno nic mu się nie stało? Była późna pora jak wtedy odszedł. Większość sklepów jest o tej godzinie zamkniętych, więc nawet nie wiem, gdzie on się niby zamierzał udać. Do tego wszystkiego czy na pewno znał okolicę? Westchnąłem i pokręciłem głową. Przecież na pewno sobie poradził. Zgubić się nie zgubił ani nic. Bo co mu się miało stać? Wrócił pewnie do siebie i tyle, a ja jak zwykle tylko za dużo na tym myślałem. Westchnąłem ciężko i mimowolnie warknąłem. Za dużo myślę, tak zdecydowanie jest to mój problem. Mimo wszystko z jakiegoś powodu nie umiałem nad tym zapanować. Dobrze przynajmniej, że Saszę coraz mniej męczyłem. Byłem świadom tego, że jestem męczący. Szczególnie, kiedy kończyło się na tym, że czuł się zmuszony do pocieszania mnie. Nie! Koniec tego. Ustaliłem, że w końcu się wezmę w garść. Nie mogłem przecież pozwolić przeszłości zająć moją głowę.
O właśnie, zajmowanie głowy. Wyszedłem przed zajęciami chwilę pobiegać by oczyścić umysł, a tylko bardziej go zaśmiecałem myślami. Koniec z tym. Przestań myśleć. Ciesz się w miarę ładną pogodą. W końcu trochę wyszło słońca, mimo że było strasznie zimno. Nawet w trakcie biegania potrzebowałem mieć na sobie bluzę. Bez ruchu zapewne aktualnie byłbym w kurtce. Nie lubiłem za bardzo zimna, ale z drugiej strony też byłem do niego w miarę przyzwyczajony. Nie marzłem tak łatwo jak niektórzy.

11 stycznia 2018

Opowiadanie Świąteczne: Reiner Valentin Schöne

Wdzięczny byłem Larsowi, że uratował mnie przed nudną normą świąt. Właściwie to nie pamiętam, kiedy ostatnim razem spędziłem z kimś spokojnie święta. Tak… Rodzinnie. Chyba dopiero przed okresem nastoletnim. Smutne to w sumie było, ale zdołałem się przyzwyczaić. Nie znaczyło to jednak, że to lubiłem. A teraz miałem kogoś, kogo szczerze lubiłem, kto chciał ze mną spędzić ten czas. W zasadzie to mnie niezwykle zdziwiło, kiedy Lars zaprosił mnie do restauracji. Już w szczególności, kiedy okazało się być to miejsce o wyższym poziomie. I dobrze. Co prawda musiało go to nieźle kosztować, ale przynajmniej mogłem mieć pewność, że ich jedzenie będzie miało jakiś poziom. No i to w sumie było urocze jak bardzo Lars się starał. Nasze trzecie spotkanie… Szczerze było niczym randka. Ale przecież nie miało ono doprowadzić do niczego, prawda?
Nie myśląc już o tym weszliśmy do budynku. Po typowej procedurze usiedliśmy przy miłym stoliczku ozdobionym za pomocą kwiatów i świec. Sam odsunąłem własne krzesło i zająłem w nim miejscu. Mimo żartu w samochodzie, nie potrzebowałem przecież traktowania mnie jak jakąś damę. Już miałem wystarczająco sytuacji, gdzie tak też mnie traktowano. Czas bym mógł spokojnie być na równo z drugą osobą. Jedynym minusem było, że nie dało rady tu skorzystać z drugiego dowodu w celu zdobycia kieliszka wina. No cóż. Niczym dzieciątko będę pił dziś sok.

7 stycznia 2018

Od Jovela C.D. Fabien

Idąc niezbyt jasnym korytarzem budynku dormitoriów, opierał się o ścianę. Z ust czuł zapach krwi zdominowany odorem podchodzących do gardła wymiocin. Wymięty top z hamskim napisem "Trash" udsłaniał wykwiatający na brzuchu Dahmera siniec, cudowny bukiet fioletu, różu i czerwieni, rozciągający się od boku do boku. Na dodatek, dokładnie tak jak prawdziwe kwiaty, miał potem zżółknąć, a potem zniknąć z zasięgu widzenia. Chłopak czuł jak jego wnętrzności pulsują nieustannie, przypominając mu o rozrastaniu się tego pieprzonego wylewu na jego ciele. Powstrzymywał odruch wymiotny, choć wiedział, iż po puszczeniu pawia psychicznie by mu ulżyło. Łazienka była jednak jeszcze trochę drogi przed nim. W sumie średnio wiedział, która była godzina. Słońce już zaszło, może nawet było już po dwudziestej. Z pomieszczenia docelowego sączyło się lekkie światło, niczym latarnia dla statku Jovela, niesionego falą wzbierających żygowin. Niespokojne kwasy żołądkowe musiały jednak wychamować swoją euforię, ponieważ do uszu nastolatka dobiegły czyjeś głosy. Jedną z ostatnich rzeczy na liście nieprzyjemnych sytuacji dla Jokera były spotkania z obcymi w łazience, a pora nocna jedynie kumulowała chujnie jaką takiż zbieg okoliczności był. Cel przeklą pod nosem, zaczynając się wycofywać. Miał jeszcze kilkanaście metrów, mógł więc niezauważenie wymsknąć się z sideł nadciągającego mordobicia na dobranoc. Zanim jednak obmyślił, w jakim miejscu opłaca mu się przeczekać aż do chwili zwolnienia łazienki na korytarzu rozległy się zupełnie nie dyskretne kroki. Z ciemności wyłonił się opiekun męskiej części dormitoriów, wyraźnie niechętnie zmierzający do toalety. Cóż, Richard Starn do najbardziej pracowitych nie należał, poza tym raczej miły i nieogarnięty był z niego gość. Jednak fakt, iż szedł sprawdzać łazienkę, świadczyło o tym, że tej nocy Jovel raczej z niej nie skorzysta. Ciemne oczy Jokera obserwowały jak koleś, luźnym ubiorem zbliżony niezwykle do swoich podopiecznych, wchodzi do pomieszczenia.