1 kwietnia 2017

Od Noe zamkniętej w schowku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

     Drzwi gwałtownie otworzyły się i upadła na coś miękkiego. A raczej na kogoś. Pod dłonią wyczuła szczupłą nogę, drugą wymacała płaski brzuch. Gwałtownie podniosła głowę, by zobaczyć twarz swojego wybawiciela czy też oprawcy. Nagle zdała sobie sprawę, że w pokoju było tak samo ciemno jak w schowku, w którym spędzała przerwę. Nie widziała nic. Otaczała ją nieprzenikniona ciemność, słyszała tylko dwa przyspieszone oddechy.

*pół godziny wcześniej* 

     - Chrzanić Orła, wolałam być Kujonem – warknęła pod nosem, otwierając drzwi do pustej sali.
     Wreszcie znalazła miejsce, w którym mogła w spokoju czytać zadaną na przyszły miesiąc lekturę. W końcu nauka była teraz dla niej najważniejsza, prawda? Żeby móc odrabiać zadania domowe za królewską parę, musiała być gotowa z materiałem dużo wcześniej. Inaczej nie wyrobiłaby się z pracą, a nauczyciele nagle zaczęli zadawać jej coraz więcej. Zupełnie, jakby wczoraj obudzili się ze snu zimowego i zdali sprawę, że do egzaminów wcale nie zostało tak dużo czasu. Wraz z pierwszym wiosennym słońcem zadali im cztery eseje na kolejny tydzień, jakby zmówili się, że właśnie teraz mają zepsuć uczniom życie. Jako Orzeł, Narelle musiała pogodzić się z faktem pisania. Przynajmniej trzy razy większej ilości prac pisemnych. Nowe kasty obowiązywały od wczoraj, a ona już nie mogła doczekać się kolejnej zmiany.
     Zrezygnowana opadła na krzesło w pierwszym rzędzie ławek i uderzyła czołem o blat biurka.
     - Ale mi się nie chce – jęknęła, przewracając „Hamleta” na ostatnią stronę.
     Ciepłe słońce zaglądało do sali przez półotwarte okno. Kątem oka widziała drobiny kurzu tańczące w powietrzu. Wirowały i opadały w dół, siadając na jej wyciągniętej dłoni i twardej okładce lektury. Noe westchnęła ciężko, wdychając więcej kurzu z ławki, niż miała zamiar. Poczuła, jak załaskotał ją w nosie, nie mogła powstrzymać się od głośnego kichnięcia.
     - No pięknie, teraz już na pewno ktoś mnie usłyszał. Czemu ja nie umiem kichać tak subtelnie jak inne dziewczyny? Jedni robią to cicho i uroczo, drudzy robią to jak ja.
     Wstała z krzesła i niechętnie wyjrzała przez okno. Na podwórku było jednak pusto, być może wszyscy uczniowie dłuższą przerwę spędzali gdzieś razem na boisku albo na basenie. W końcu kto normalny siedzi w szkole, gdy na zewnątrz temperatura po raz pierwszy od pół roku przekroczyła 20'C?
     Dziewczyna stanęła na ławce i zamknęła okno, zasunęła też żaluzje, by rażące słońce przestało przypominać jej o obecności kurzu w powietrzu. To takie upierdliwe, widzieć go tańczącego w powietrzu, zdającego się bawić lepiej od ciebie.
     - Cóż pragniesz zobaczyć?! - krzyknęła nagle teatralnym głosem w przestrzeń, zeskakując z ławki i recytując Szekspira, jakby naprawdę przejęła się śmiercią księcia Danii. - Jeśli cierpienia i dziwy niezwykłe, nie szukaj dalej! - chwyciła oburącz zbiór tragedii, który przyniosła ze sobą i dramatycznym gestem odrzuciła go od siebie. Miała serdecznie dosyć nauki.
     Książka poszybowała na drugi koniec sali, z głośnym mlaśnięciem uderzyła o podłogę i wślizgnęła się przez otwarte drzwi do schowka. W tej samej chwili dobiegło stamtąd głuche brzdęknięcie.
     Narelle zesztywniała, już zaczęła wyobrażać sobie, co takiego zbiła i jak uda jej się to zatuszować, gdy usłyszała coś dużo gorszego. Bynajmniej nie były to kroki na korytarzu, a łoskot spadającej półki.
     - Nosz… Zaraza by to, przecież ta książka wcale nie była aż tak ciężka! Owszem, w twardej okładce i zbiór ponad tysiąc stron, ale, no, bez przesady! Jakim cudem przewróciła całą szafkę? - umilkła nagle, zdając sobie sprawę, jak głupie jest gadanie samemu do siebie, gdy zamiast Szekspira recytuje się własne myśli.
     Powłócząc nogami, podreptała w stronę schowka i modliła się, żeby żaden nauczyciel nie zachciał nagle wejść do tej sali i zapytać się, czym był ten hałas, albo co najlepszego ona tutaj wyrabia w porze obiadowej. Bez jedzenia. Tak naprawdę bez niczego, bo gruby tomik tragedii angielskiego poety zaginał gdzieś w niezmierzonych odmętach rupieci schowka. Teraz na dodatek te rupiecie aż wysypały się z tego przeklętego schowka. Będzie musiała to posprzątać, albo chociaż jakoś upchnąć i szybko uciec z miejsca zdarzenia. W końcu jeśli nikt jej nie przyłapie, to może nikt się o tym nie dowie.
     „Nikt się nie dowie, że to ja”, poprawiła się w myślach. Przekrzywiła lekko głowę, patrząc na rozsypane śmieci. Sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze, okazało się, że schowek najprawdopodobniej należał do nauczyciela biologii. Półka, która upadła, była pełna bezkręgowców w bursztynie i dziwnych kości. Rozejrzała się z obrzydzeniem po rozrzuconych gratach i szturchnęła nogą jakąś czaszkę najbliżej niej. Wyglądała jak krowi łeb obdarty ze skóry i mięśni, czym w sumie mógł być.
     Włącznik światła do schowka znajdował się przy zewnętrznej stronie drzwi, pstryknęła go i ostrożnie weszła do środka. Podniosła do pionu szafkę i jej oczom ukazała się przyczepiona do niej kartka.
     „It's a trap”, przeczytała nad wizerunkiem Admirała Ackbara z „Gwiezdnych Wojen”. Mało śmieszny żart, po co w ogóle ktoś miałby to tutaj przyczepiać? Przecież nauczyciel by tego nie zrobił...
     Odwróciła się, by zobaczyć zamykające się drzwi schowka. Zamek przekręcił się, oprawca miał ze sobą klucz. Był przygotowany, widocznie wszystko było zaplanowane. Może to wcale nie jej książka przewróciła regał.
     - Czekaj! - krzyknęła, uderzając w drzwi dłonią. - Co ty robisz?! Czemu mnie zamykasz?!
     W odpowiedzi usłyszała dźwięk włącznika światła. Pstryk. W schowku zapanowała ciemność. Pstryk. Ktoś zgasił światło w sali i zamknął drzwi.
     Narelle stała osłupiała w całkowitej ciemności. Dlaczego ktoś ją zamknął? Może została pomylona. Może to była pułapka na kogoś innego. Nie było sensu krzyczeć o pomoc, intruz mógł wciąż być w sali, a jej krzyk dałby mu tylko satysfakcję lub niepotrzebnie zdenerwował. Narelle nie miała zamiaru błagać też o wypuszczenie.
     W tym schowku na pewno znajdzie się coś, czym otworzy drzwi. Po chwili uprzytomniła sobie, że wystarczy jej własna wsuwka. Zdjęła ją z włosów i wsadziła ją do zamka. A raczej spróbowała. Oprawca zostawił w nim klucz.
     - To jakiś chory żart.
     Zakryła twarz dłońmi i osunęła się na ziemię. Wystarczy, że poczeka, aż zaczną się lekcje w tej sali i zapuka w drzwi. Na pewno ktoś jej otworzy.
     Coś zachrobotało i Narelle poczuła, jak w głowę uderza ją coś twardego. W ciemności wymacała czaszkę i połączony z nią kręgosłup. Ludzki szkielet.
     - Ułaaa!!! - Noe zerwała się i zaczęła piszczeć, jak gdyby oblazło ją stado mrówek. Najgorszy koszmar.
     Wstała i oparła się plecami o drzwi, chciała być jak najdalej od tych wszystkich biologicznych ohydztw pana Wronskiego. Usłyszała szczęk otwieranego zamka.
     Drzwi gwałtownie otworzyły się i upadła na coś miękkiego. A raczej na kogoś. Pod dłonią wyczuła szczupłą nogę, drugą wymacała płaski brzuch. Gwałtownie podniosła głowę, by zobaczyć twarz swojego wybawiciela czy też oprawcy. Nagle zdała sobie sprawę, że w pokoju było tak samo ciemno jak w schowku, w którym spędzała przerwę. Nie widziała nic. Otaczała ją nieprzenikniona ciemność, słyszała tylko dwa przyspieszone oddechy.
     Jej prawa dłoń ześlizgnęła się z brzucha nieznajomego, pod palcami poczuła ciepłą skórę.
     - P-przepraszam! - powiedziała przestraszona i szybko poprawiła mu lub jej bluzkę.
     Spróbowała wstać, ale tylko pogorszyła sytuację. Wraz z nią ze schowka wysypały się biologiczne graty, zasypując ich i przygniatając.


<Ktoś, coś? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz